Wpisy archiwalne w miesiącu
Maj, 2014
Dystans całkowity: | 687.70 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
Czas w ruchu: | 32:29 |
Średnia prędkość: | 21.17 km/h |
Maksymalna prędkość: | 55.00 km/h |
Suma podjazdów: | 1676 m |
Suma kalorii: | 394 kcal |
Liczba aktywności: | 12 |
Średnio na aktywność: | 57.31 km i 2h 42m |
Więcej statystyk |
Na Jaworowy Wierch z bratem
Piątek, 2 maja 2014 | dodano:02.05.2014
Km: | 152.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 07:20 | km/h: | 20.73 |
Pr. maks.: | 49.00 | Temperatura: | 15.0 | Rower: | trek 7.3 |
Pojedziemy w Beskidy - zakomunikował mi brat jakieś trzy tygodnie temu prze telefon. A kilka dzisiaj przyznał: z Tobą mogę wybrać się dalej, sam bym się tak daleko nie wypuścił.
Wyruszyliśmy o 7,30 z Krzyżkowic pod Pszowem. W Pszowie nie wyhamowałam, gdy brat zatrzymał się prze staruszką , ktróa wtargnęła na jezdnię. Prawie pod samą Bazyliką Panienki Uśmiechniętej leżałam plackiem ;) Ofiara złożona... Można jechać dalej.
Nim się obejrzeliśmy byliśmy na granicy. Równie szybko stanęliśmy u podnóża wymarzonej przez brata góry.

Nie da się ukryć... robiła wrażenie: majestatyczna, wyrastająca z prawie płaskiej przestrzeni. Znaleźliśmy podjazd odpowiedni dla mojej szoski zaczęliśmy się wspinać.

Zaraz na początku usłyszeliśmy dalekie pomruki burzy i lunął rzęsisty deszcz, który towarzyszył nam aż na szczyt. Burza osiadła gdzieś w głębi Beskidów i Jaworowy minęła bokiem. Niestety, brata złapał skurcz, więc rower wprowadził. Ja podjechałam chwilami dosyć stromym podjazdem.

W schronisku zjedliśmy smażony ser i ruszyliśmy tą samą drogą z powrotem. Nie było szaleństwa, gdyż zjazd mokrym, wyboistym asfaltem nie należał do najbezpieczniejszych. Potem doszły skurcze brata i tak już dociągnęłam brata do domu.
wykres trasy
Wyruszyliśmy o 7,30 z Krzyżkowic pod Pszowem. W Pszowie nie wyhamowałam, gdy brat zatrzymał się prze staruszką , ktróa wtargnęła na jezdnię. Prawie pod samą Bazyliką Panienki Uśmiechniętej leżałam plackiem ;) Ofiara złożona... Można jechać dalej.
Nim się obejrzeliśmy byliśmy na granicy. Równie szybko stanęliśmy u podnóża wymarzonej przez brata góry.

Nie da się ukryć... robiła wrażenie: majestatyczna, wyrastająca z prawie płaskiej przestrzeni. Znaleźliśmy podjazd odpowiedni dla mojej szoski zaczęliśmy się wspinać.

Zaraz na początku usłyszeliśmy dalekie pomruki burzy i lunął rzęsisty deszcz, który towarzyszył nam aż na szczyt. Burza osiadła gdzieś w głębi Beskidów i Jaworowy minęła bokiem. Niestety, brata złapał skurcz, więc rower wprowadził. Ja podjechałam chwilami dosyć stromym podjazdem.

W schronisku zjedliśmy smażony ser i ruszyliśmy tą samą drogą z powrotem. Nie było szaleństwa, gdyż zjazd mokrym, wyboistym asfaltem nie należał do najbezpieczniejszych. Potem doszły skurcze brata i tak już dociągnęłam brata do domu.
wykres trasy
Znajome kąty
Czwartek, 1 maja 2014 | dodano:04.05.2014
Km: | 25.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:05 | km/h: | 23.08 |
Pr. maks.: | 55.00 | Temperatura: | 20.0 | Rower: | trek 7.3 |
Krzyżkowice- Pszów Radlin- Niedobczyce-Radlin- Rydułtowy- Krzyżkowice
Miałam tak mało czasu, a tak wiele osób do odwiedzenia. Spotkałam wszystkich, których kocham i są mi bliscy.
Miałam tak mało czasu, a tak wiele osób do odwiedzenia. Spotkałam wszystkich, których kocham i są mi bliscy.